25 lutego 2014 trafiły do zbiorów Muzeum w Oświęcimiu Metalowe stemple, służące do tatuowania więźniów Auschwitz.
Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady Auschwitz był jedynym, w którym więźniom tatuowano numery
ewidencyjne.
Pozyskany obiekt to wymienne metalowe płytki z igłami o długości kilku milimetrów, które wkładano do specjalnego stempla, tworząc odpowiedni numer.
Znalezisko, pochodzące z rejonu trasy ewakuacyjnej
obozu, nie jest kompletne – w jego skład wchodzą cyfry: zero, dwie trójki oraz dwa stemple, które mogą być szóstką lub dziewiątką
Numery więźniarskie zaczęto tatuować w Auschwitz jesienią 1941 r. Kierownictwo obozu podjęło wówczas decyzję o oznakowaniu
w ten sposób sowieckich jeńców wojennych. Numer tatuowano na lewej piersi jeńca przy użyciu metalowego stempla, do którego wkładano wymienne płytki z igłami, tworzące oddzielne
cyfry. Uderzenie w pierś zamoczonym w tuszu stemplem umożliwiało odciśnięcie od razu całego numeru. Od wiosny 1942 r. władze obozu zaleciły tatuowanie numeru na przedramieniu
lewej ręki, choć tatuowanie numerów na piersi w dalszym ciągu stosowano wobec jeńców. Do tatuażu zaczęto używać osadzonych w drewnianym trzonku igieł, którymi po zanurzeniu
w tuszu nakłuwano punkty tworzące cyfry.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auschwitz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auschwitz. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 lutego 2016
czwartek, 8 października 2015
Romeo i Julia z Auschwitz
Plac apelowy obozu Auschwitz, 15 września 1944 roku.
Więźniowie stali na placu już od kilku godzin. Kilkunastu najsłabszych osunęło się na ziemię. Kapo bezskutecznie próbowali postawić ich na nogi nie szczędząc kopniaków. Pozostałych kilkuset więźniów stało patrząc na sznur zwisający z szubienicy i stojący pod nim taboret. Wiedzieli, co będzie dalej. Widzieli to już dziesiątki razy.
Od strony budynku komendantury obozu nadeszło kilku ludzi. Na przedzie szło dwóch esesmanów. Kilka kroków za nimi kroczył młody, najwyżej dwudziestoletni mężczyzna w pasiaku ze związanymi z tyłu rękoma. Obok niego, również ubrany w pasiak szedł lagerkapo – dwumetrowy chłop z twarzą kryminalisty. Co chwila uderzał więźnia pałką w plecy. Ten jakby nie odczuwał ciosów. Nie zwalniając kroku zbliżył się do szubienicy i wszedł na taboret.
- Achtung! – wrzasnął jeden z esesmanów.
Zapanowała kompletna cisza.
Drugi z esesmanów zaczął czytać wyrok po niemiecku. Czytał powoli, nie spieszył się. Chłopak stojący na taborecie zerknął na pętlę, która dotykała jego policzka. Nagle odchylił się, wsadził w nią głowę i zeskoczył ze stołka. Lagerkapo krzyknął, podbiegł do szubienicy, podtrzymał skazańca, zdjął pętlę i siłą ustawił go z powrotem na taborecie. Trzymał go mocno, aż esesman nie skończył czytać. Wtedy sam założył mu pętlę na szyję i zacisnął. Odsunął się o krok i spojrzał na drugiego z esesmanów czekając na znak. Nagle skazaniec krzyknął na cały głos:
- Niech żyje Polsk… – nie dokończył, gdyż kopniak lagerkapo wytrącił mu taboret spod stóp. Rozległ się trzask pękających kręgów i ciało zawisło bezwładnie, okręcając się powoli na powrozie.
Więźniowie patrzyli na egzekucję w milczeniu. Nagle ktoś z tylnego szeregu krzyknął:
- Czapki zdjąć!
Wszyscy więźniowie jak na komendę zdjęli nakrycia głowy. Twarze esesmanów poczerwieniały z wściekłości. Ten, który czytał wyrok wrzasnął:
- Alles raus! Wegtreten!
Apel był skończony.
To jedna z najbardziej tragicznych historii z oświęcimskiego inferna. Historia miłości dwojga ludzi w obliczu nieuchronnej zagłady. Historia Romea i Julii z Auschwitz.
Edward Galiński urodził się w 1923 roku w Jarosławiu. W momencie wybuchu wojny miał 16 lat i właśnie rozpoczynał kolejny rok nauki w szkole średniej. Wiosną 1940 roku został zatrzymany podczas łapanki i trafił do więzienia w Tarnowie. Stamtąd 14 czerwca 1940 roku przewieziono go pierwszym transportem do nowootwartego obozu zagłady Auschwitz. Otrzymał numer 531. By przeżyć musiał w ekspresowym tempie przeistoczyć się z chłopca w mężczyznę. Szybko opanował obozowe reguły gry – kogo i czego unikać, a z kim się trzymać, by przeżyć. Na początku 1942 roku udało mu się dostać do ślusarni prowadzonej przez SS-Rottenfuhrera Edwarda Lubuscha.
Lubusch był niezwykłą postacią. Zgłosił się na ochotnika do załogi Auschwitz, by uniknąć wysłania na front wschodni. Namówił komendanta na otworzenie warsztatu ślusarskiego na terenie obozu i zatrudnił w nim więźniów, nie po to by ich wykorzystywać, lecz by im pomagać. W warsztacie powoli wracali do sił, a Lubusch wykradał dla nich dodatkowe porcje jedzenia. Często zatrudniał ludzi nie mających nawet pojęcia o ślusarstwie, by ich ratować. Był wielokrotnie karany przez komendanturę obozu za zbyt łagodne traktowanie więźniów.
Edek znajdował się więc, jak na obozowe warunki, w komfortowej sytuacji – miał niemęczącą pracę, dodatkowe porcje jedzenia i na razie nie groziła mu śmierć. Pod koniec 1943 roku został przydzielony do komanda instalatorów pracującego na terenie obozu Birkenau. Tam poznał Malę Zimetbaum.
Mala urodziła się w Polsce, ale dzieciństwo i młodość spędziła w Belgii, dokąd wyemigrowali jej rodzice. We wrześniu 1942 roku została aresztowana podczas łapanki na Dworcu Centralnym w Antwerpii i przewieziona do Auschwitz. Była kilka lat starsza od Edka i podobnie jak on należała do uprzywilejowanej grupy więźniów. Ze względu na perfekcyjną znajomość pięciu języków: polskiego, niemieckiego, flamandzkiego, francuskiego i włoskiego pełniła rolę tłumaczki i gońca. Z tej racji mogła swobodnie poruszać się po całym obozie, co wykorzystywała do przemycania grypsów dla więźniów i dostarczania im lekarstw. Cieszyła się zaufaniem nie tylko więźniów – polubiły ją nawet niektóre nadzorczynie.
Edek i Mala zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Odtąd szukali każdej okazji, by się spotkać.
![]() |
| Edward Galiński |
Edek wraz ze swoim przyjacielem Wiesławem Kielarem już od jakiegoś czasu planowali ucieczkę z Auschwitz. Plan był szaleńczo bezczelny – znający dobrze język niemiecki Edek przebrany za esesmana miał konwojować przyjaciela do pracy poza terenem obozu. W jednej z podoświęcimskich wsi miał na nich czekać człowiek z cywilnymi ubraniami. Esesman Lubusch dostarczył im niemiecki mundur i pistolet z trzema nabojami. Potrzebowali jeszcze tylko przepustki.
Po poznaniu Mali Edek przestał myśleć o ucieczce. Kombinował, jak by wydostać ukochaną z obozu. Zdawał sobie sprawę z tego, że jej uprzywilejowany status nie będzie trwał wiecznie i że prędzej, czy później trafi do komory gazowej. Na domiar złego wiosną 1944 roku Mala zachorowała na malarię. Jej dni były policzone.
Widząc strapienie przyjaciela Wiesław Kielar zaproponował, by Mala zajęła jego miejsce w zaplanowanej ucieczce.
Datę ucieczki ustalili na sobotę 24 czerwca 1944 roku. Około godziny 10 rano do posterunku przy bramie podszedł człowiek w mundurze SS-Rottenfuhrera w towarzystwie więźnia niosącego na ramieniu sporą porcelanową umywalkę, która całkowicie zakrywała mu twarz. Rzekomy esesman pokazał wartownikowi sfałszowaną przepustkę, wyjaśnił, że dostał polecenie zamontowania nowego zlewu w oświęcimskim mieszkaniu pewnego Niemca, po czym wraz z więźniem oddalili się spokojnym krokiem.
Kiedy zniknęli z pola widzenia wartownika Mala wyrzuciła umywalkę i zdjęła pasiak, pod którym miała sukienkę. Wyglądali teraz jak esesman ze swoją dziewczyną na spacerze.
![]() |
| Mala Zimetbaum |
Uciekali kierując się na południe, ku granicy ze Słowacją. Szli nocami, kryjąc się za dnia w zbożu.
Według pierwotnych założeń mieli uciekać do Zakopanego, gdzie czekało na nich schronienie w domu szwagra Wiesława Kielara, postanowili jednak zmienić plan i uciekać prosto w stronę granicy. Kiedy dotarli do strefy przygranicznej, jeszcze po polskiej stronie, Mala poszła do sklepu, by wymienić swój złoty pierścionek na chleb. Ta forma zapłaty zwróciła uwagę sklepikarza, który zawiadomił miejscowy posterunek Gestapo. Mala została aresztowana w chwili, gdy wracała do czekającego na nią w ukryciu Edka. On zaś widząc co się dzieje wyszedł z kryjówki i dobrowolnie oddał się w ręce gestapowców wiedząc doskonale, że popełnia w tym momencie samobójstwo.
Obydwoje zostali przewiezieni do Bielska-Białej, skąd trafili z powrotem do Auschwitz, do okrytego ponurą sławą Bloku 11 zwanego Blokiem Śmierci. Osadzono ich w osobnych celach, jednak mimo tego robili wszystko, by się ze sobą kontaktować. Zaprzyjaźniony strażnik przenosił grypsy między celami, a podczas wieczornego apelu Edek przystawał pod oknem celi, w której przebywała Mala i nucił arię „Serenata in Messico”, której go sama nauczyła. Zupełnie jak Romeo swojej Julii.
Z tym, że zamiast pięknej włoskiej Werony był obóz zagłady Auschwitz, a zamiast balkonu domu Capulettich – cela w Bloku Śmierci.
Mimo tortur żadne z nich nie wydało ludzi, którzy pomogli im w ucieczce.
Wkrótce obydwoje zostali skazani na karę śmierci.
Edka powieszono 15 września 1944 roku na terenie obozu Auschwitz w obecności kilkuset więźniów, wśród których był jego przyjaciel Wiesiek Kielar.
Przeżył Auschwitz i po wojnie został znanym operatorem filmowym i pisarzem. Zmarł w 1990 roku.
Edek próbował odebrać sobie życie zanim esesman skończył czytać wyrok. Uniemożliwił mu to lagerkapo Jupp Windeck – niemiecki kryminalista znany z brutalności wobec więźniów. Edek odczekał, aż esesman odczyta wyrok do końca, po czym krzyknął „Niech żyje Polska!”, w momencie kiedy Jupp wytrącał mu stołek spod stóp.
Mala miała zostać powieszona tego samego dnia na terenie obozu w Brzezince. Idąc na szubienicę wyjęła ukrytą we włosach żyletkę i przecięła sobie żyły na łokciach. Doskoczył do niej Rapportfuhrer Taube, którego spoliczkowała zakrwawionymi dłońmi. Natychmiast podbiegło kilku kapo, którzy powalili ją na ziemię i zaczęli kopać do nieprzytomności.
Kierowniczka obozu Birkenau Maria Mandl zwana „Bestią” wydała rozkaz, by spalić Malę żywcem w piecu krematoryjnym. Najpierw jednak należało zatamować upływ krwi. Pielęgniarki ze szpitala w Brzezince bandażowały jej rany najwolniej jak się dało, mając nadzieję, że wykrwawi się zanim żywa trawi do rozpalonego pieca.
Po opatrzeniu ran żywa jeszcze Mala została przewieziona na taczce do krematorium. Powojenne zeznania ocalałych dotyczące jej śmierci różnią się między sobą.
Jedni twierdzą, że zmarła na taczce w drodze do krematorium. Inni, że jeden z esesmanów zlitował się nad nią i dobił strzałem z pistoletu w głowę. Jeszcze inni utrzymują, że Mala została spalona żywcem w krematoryjnym piecu.
Pewne jest tylko jedno – Edward Galiński i Mala Zimetbaum zginęli tego samego dnia w odstępie kilku godzin. Jak szekspirowscy Romeo i Julia.
Zródło: Zapiski z Granitowego Miasta
Maria Mandel
8 października 1942 roku funkcję kierowniczki obozu kobiecego w Birkenau objęła, po odwołaniu z tego stanowiska Johanny Langefeld, Maria Mandel. Była jedną z najbardziej sadystycznych esesmanek w historii Birkenau. Zyskała przydomek ,,Bestia''. Osobiście dokonywała selekcji kobiet i dzieci do komór gazowych. Z jej osobistego polecenia w Birkenau topiono i palono żywcem w piecach noworodki i kilkumiesięczne dzieci. Dla dodatkowego udręczenia więźniarek Maria Mandel w zimie 1943 r. zorganizowała apel generalny, trwający od 5 rano do późnych godzin wieczornych, na którym kazała więźniarkom rozbierać się do naga. Gdy dostrzegła, że któraś z więźniarek ma na sobie inne odzienie poza pasiakami zarządzała bicie, a pozostałe więźniarki musiały w tym czasie nago pozostawać na mrozie. Zbrodniczą praktykę pełniła w Birkenau do listopada 1944 roku. W 1947 roku została skazana w Procesie krakowskim załogi SS na karę śmierci i powieszona.
środa, 7 października 2015
7 października - rocznica buntu Sonderkommando w Auschwitz-Birkenau
7 października 1944 roku rano obozowy ruch oporu zawiadomił buntowników, że SS zamierza zgładzić 300 członków Sonderkommanda. Żydzi postanowili walczyć. Organizatorami buntu byli polscy Żydzi: Jankiel Handelsman, Josef Deresiński, Załmen Gradowski, Josef Darębus. Sygnałem do walki miało być podpalenie krematorium.
Więźniowie planowali, że zaatakują wartowników SS, którzy każdego dnia o godzinie 18.00 przechodzili w pobliżu bramy idąc do wieżyczek, zabiją ich i zdobędą broń. To miał być sygnał do walki.
Jak wspominał jeden z członków Sonderkommanda, zmarły w 2012 roku Shlomo Venezia, najważniejsza część buntu miała się rozegrać w krematorium II. Więźniowie planowali, że zaatakują wartowników SS, którzy każdego dnia o godzinie 18.00 przechodzili w pobliżu bramy idąc do wieżyczek, zabiją ich i zdobędą broń. To miał być sygnał do walki.
O godzinie 13.25 SS-mani przyszli jednak, by zabrać więźniów z krematorium IV. Zostali zaatakowani. Więźniowie byli uzbrojeni w kamienie, młotki i siekiery. Podpalili krematorium. Akcję podjęli także osadzeni w krematorium II. Zgładzili między innymi kapo. „Ocaleni opowiedzieli nam, co zrobili z Karlem, niemieckim kapo, tym pospolitym kryminalistą, który najprawdopodobniej doniósł o planowanym buncie. Ogłuszyli go i tak jak stał, w ubraniu wrzucili do pieca” – relacjonował Venezia. Następnie przecięli druty obozowe i zaczęli uciekać w stronę wsi Rajsko. Tam zabarykadowali się w stodole. Niemcy obrzucili ją granatami wzniecając pożar. Wielu Żydów zabili seriami z karabinów maszynowych.
W walce zginęło około 250 więźniów, wśród nich organizatorzy buntu. Około 200 ocalałych i zatrzymanych rozstrzelano wkrótce potem. Liczba osób w Sonderkommando zmniejszyła się po buncie z 663 do 212. Pozostałych przy życiu Niemcy umieścili w krematorium III.
Po stłumieniu buntu Niemcy wszczęli dochodzenie, skąd więźniowie mieli proch. Ustalili, że dostarczały go cztery żydowskie dziewczęta zatrudnione w fabryce. Roza Robota, Ala Gertner, Regina Safirsztain i Estera Wajcblum zostały powieszone w styczniu 1945 roku, na 21 dni przed wyzwoleniem obozu.
Jak wspominał jeden z członków Sonderkommanda, zmarły w 2012 roku Shlomo Venezia, najważniejsza część buntu miała się rozegrać w krematorium II. Więźniowie planowali, że zaatakują wartowników SS, którzy każdego dnia o godzinie 18.00 przechodzili w pobliżu bramy idąc do wieżyczek, zabiją ich i zdobędą broń. To miał być sygnał do walki.
O godzinie 13.25 SS-mani przyszli jednak, by zabrać więźniów z krematorium IV. Zostali zaatakowani. Więźniowie byli uzbrojeni w kamienie, młotki i siekiery. Podpalili krematorium. Akcję podjęli także osadzeni w krematorium II. Zgładzili między innymi kapo. „Ocaleni opowiedzieli nam, co zrobili z Karlem, niemieckim kapo, tym pospolitym kryminalistą, który najprawdopodobniej doniósł o planowanym buncie. Ogłuszyli go i tak jak stał, w ubraniu wrzucili do pieca” – relacjonował Venezia. Następnie przecięli druty obozowe i zaczęli uciekać w stronę wsi Rajsko. Tam zabarykadowali się w stodole. Niemcy obrzucili ją granatami wzniecając pożar. Wielu Żydów zabili seriami z karabinów maszynowych.
W walce zginęło około 250 więźniów, wśród nich organizatorzy buntu. Około 200 ocalałych i zatrzymanych rozstrzelano wkrótce potem. Liczba osób w Sonderkommando zmniejszyła się po buncie z 663 do 212. Pozostałych przy życiu Niemcy umieścili w krematorium III.
Po stłumieniu buntu Niemcy wszczęli dochodzenie, skąd więźniowie mieli proch. Ustalili, że dostarczały go cztery żydowskie dziewczęta zatrudnione w fabryce. Roza Robota, Ala Gertner, Regina Safirsztain i Estera Wajcblum zostały powieszone w styczniu 1945 roku, na 21 dni przed wyzwoleniem obozu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







